|
'Baby Boom' na Ukrainie | |||||||||||||||||||||||||||||||
Rok po Pomarańczowej Rewolucji Ukraina próbuje dokonać bilansu zmian. Podczas obchodów rocznicy prezydent Wiktor Juszczenko zwracał uwagę na wielki postęp - Ukraina zmierza do integracji z Europą - mówił - w kraju panuje wolność słowa, zwiększono wydatki socjalne. Zagraniczni korespondenci, którzy po roku znów pojechali do Kijowa, zauważyli też jednak zmianę ogólnego nastroju, pewne rozczarowanie w miejsce optymizmu i wielkich oczekiwań sprzed roku. Miniony rok przyniósł jeszcze jedną widoczną zmianę - nagły wzrost urodzin dzieci. Rządowe zachęty Korespondentka BBC w Kijowie, Helen Fawkes, mówi, ze na ulicach miasta rzuca się w oczy wyjątkowo duża liczba kobiet w ciąży albo z wózkami. Ewa ma, jak mówi mi jej matka, dwa miesiące. Rodzina nazywa ją żartobliwie "dzieckiem rewolucji", bo została poczęta w okresie, kiedy jej matka, Wiktoria Seliwanowa, codziennie wychodziła na główny plac miasta żeby brać udział w demonstracjach. Teraz, jak mówi, po raz pierwszy w życiu może patrzeć w przyszłość z optymizmem: „Pojawiła się nadzieja, że uda się zmienić ten kraj w coś lepszego, bo zbyt długo żyliśmy w stagnacji. Wtedy nie wiedzieliśmy, czy będzie lepiej czy gorzej, ale wiedzieliśmy, że musi się zmienić.”
Fala optymizmu ogarnęła prawie całe społeczeństwo, szczególnie ludzi młodych. Może to właśnie ten optymizm i nowe nadzieje sprawiły, że jak mówią statystyki, do końca grudnia Ukrainie przybędzie o 30 tysięcy więcej noworodków. A może do tego boomu przyczyniła się także polityka. Jeszcze podczas ubiegłorocznych protestów Wiktor Juszczenko zapowiadał, że jeśli zostanie prezydentem będzie prowadził politykę pro-rodzinną. Po objęciu urzędu dotrzymał słowa zwiększając wysokość zasiłków dla rodzin w pierwszym roku po urodzeniu dziecka, z równowartości 40 dolarów do tysiąca pięciuset. Skutki wyżu demograficznego najlepiej widać na oddziałach położniczych kijowskich szpitali. Panuje tu niesamowity ruch, jest - jak wszędzie słychać - pełno niemowląt, na korytarzach tłum kobiet w ciąży. Doktor Dymitri Szawon mówi, że poprawia się jakość życia na Ukrainie, zwłaszcza w Kijowie: „Na drogach widać coraz więcej eleganckich samochodów, wszędzie budują się nowe domy. A poza tym państwo podejmuje konkretne działania pro-rodzinne i to zachęca ludzi do tego, żeby mieć więcej dzieci.” W swojej pro rodzinnej kampanii władze posuwają się nawet do dość nietypowych metod. Na ulicy na obrzeżach Kijowa jest wielki bilboard - na jasnozielonym tle napis zachęcając ludzi do uprawiania seksu, żeby odwrócić negatywne trendy demograficzne.
Zadowolenie wyborców Niedaleko w ośrodku opieki rodzinnej Eleonora Groisman prowadzi zajęcia i ćwiczenia dla przyszłych rodziców: „Dawniej, wiele kobiet decydowało się na aborcję, bo nie stać ich było na wychowanie dziecka.” „Poza tym po katastrofie w Czernobylu przez wiele lat kobiety nie chciały rodzić dzieci, bo obawiały się skutków zdrowotnych. I to bardzo odbiło się na liczbie urodzin w naszym kraju.” Jak na standardy europejskie Ukraina jest wciąż stosunkowo biednym krajem. Niektórzy, w tym Międzynarodowy Fundusz Walutowy, wyrażają wątpliwości, czy może sobie pozwolić na utrzymanie obecnych podwyższonych wydatków socjalnych. Dla rządu najwyraźniej ważniejsze jest jednak zadowolenie wyborców i utrzymanie poczucia bezpieczeństwa. Jeśli o poczuciu tym może świadczyć liczba urodzin, to polityka ta wyraźnie skutkuje. | ||||||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||||||||||||||||||||