sobota 31. grudnia 2005, 01:08 (CET)
Początek Nowego Roku dla niektórych mieszkańców Polski może oznaczać trudniejszy dostęp do lekarza.
Lekarze rodzinni, zrzeszeni w Porozumieniu Zielonogórskim, zapowiadają, że ich przychodnie będą zamknięte, ponieważ nie zamierzają podpisać nowych umów z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Spór dotyczy głównie stawki za opiekę nad pacjentami: NFZ oferuje 5 zł miesięcznie za jednego pacjenta zapisanego do przychodni (niezależnie od tego czy i ile razy korzystał z porady lekarskiej), medycy żądają o złotówkę więcej.
Obie strony podają mocno różniące się informacje, jak dużą grupę pacjentów mają pod opieką lekarze domagający się wyższych stawek. Wieczorem prezes NFZ wyliczył, że kłopoty mogą dotknąć najwyżej 1/4 pacjentów.
NFZ i administracja rządowa pracują nad zapewnieniem im alternatywnej opieki lekarskiej: miedzy innymi zapowiedziano, że apteki będą honorować ulgowe recepty wystawione przez każdego lekarza, pacjenci mogą korzystać z porad lekarzy specjalistów bez skierowania od lekarza pierwszego kontaktu, zadeklarowano też, że każdy lekarz przyjmujący pozbawionego opieki pacjenta otrzyma za poradę 18 złotych.
Rząd zwołał specjalny sztab kryzysowy. Po jego posiedzeniu wicepremier - minister spraw wewnętrznych Ludwik Dorn stwierdził, że zamknięcie przychodni będzie złamaniem prawa. Powoływał się przy tym na ogólne przepisy zobowiązujące lekarzy do udzielania pomocy osobom w stanie zagrożenia życia. W opinii wielu ekspertów nie mają one jednak zastosowania w większości przypadków, którymi zajmują się lekarze rodzinni.
Wicepremier mówił też, że jeżeli przez dłuższy czas "miliony osób zostaną pozbawione opieki zdrowotnej" to może to zostać uznane "za sprowadzenia niebezpieczeństwa powszechnego", co podlega odpowiedzialności karnej.
Dorn zapowiedział również, że istnieje możliwość powołania do wojska tych lekarzy, którzy odmówią prowadzenia podstawowej opieki zdrowotnej - i zmuszenia ich w ten sposób do opieki nad pacjentami.
Rzecznik Porozumienia Zielonogórskiego nazwał wypowiedzi wicepremiera szantażem i pytał retorycznie "Czy my żyjemy jeszcze w Unii Europejskiej, czy na Białorusi?"
Popołudniu i wieczorem poszczególne oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia przekazywały mediom informacje, z których miało wynikać, że na ich terenie kolejni lekarze rodzinni przyjmują warunki NFZ i zawierają kontrakty na przyszły rok.