|
Małysz kontra PZN | |||||||||||||||||||||||||||||||
Adam Małysz zapowiada zakończenie kariery, jeśli Polski Związek Narciarski nie dogada się z jego menedżerem. Nastąpiłoby to jednak po przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Turynie. PZN chce zerwać lub renegocjować umowę z Austriakiem Edi Federerem, choć ta obowiązuje do końca przyszłego sezonu. Małysz broni Federera "Wyraźnie widać niechęć prezesa Pawła Włodarczyka do mnie i mojego menedżera" - mówił Adam Małysz na specjalnej konferencji. Federer współpracuje z polskimi skoczkami od 9 lat. Trzykrotny zdobywca Pucharu Świata, dwukrotny mistrz świata i dwukrotny zdobywca olimpijskiego brązu opowiadał, że w Związku panuje bałagan i nie ma pieniędzy na nowe wyposażenie. "Często podczas wyjazdów i zgrupowań trener Heinz Kuttin musi wyciągać swoją kartę kredytową i płacić za rzeczy, które powinien zapewnić związek.
Potrzebujemy najnowszych kombinezonów i butów, by walczyć z najlepszymi. To wszystko zapewniają Federer i Kuttin. Płacą za to z własnej kieszeni bez gwarancji, że PZN zwróci im pieniądze" - podkreślił. "Edi Federer jest moim menedżerem - dzięki niemu mogę rywalizować z najlepszymi. Chciałbym przygotowywać się do igrzysk olimpijskich w Turynie razem z Edim Federerem i Heinzem Kuttinem" – zadeklarował Małysz. Nie zmieni barw Małysz zdementował plotkę, że jest gotów zmienić obywatelstwo i trenować z kadrą innego kraju. "Jestem Polakiem i czuję się Polakiem. Innego kraju nie będę reprezentował. Jeśli nie uda się dogadać z PZN, to zakończę karierę" - podkreślił. PZN dopiero odpowie W środę PZN ma przedstawić swoje oficjalne stanowisko w sprawie konfliktu z Edim Federerem. Prezes Związku Paweł Włodarczyk mówi, że umowa zawarta z Austriakiem jest niekorzystna i PZN nie dostaje żadnych pieniędzy z kontraktów reklamowych najlepszego polskiego skoczka. |
| |||||||||||||||||||||||||||||||