W poniedziałek (08.07.2002) po rezygnacji wicepremiera Husametina
Ozkana, trzech ministrów i dziesięciu innych parlamentarzystów
- członków rządzącej koalicji premiera Bulenta Ecevita - Turcja
znalazła się na krawędzi politycznego kryzysu.
Ecevit na skutek złego stanu zdrowia praktycznie zniknął z
życia publicznego. W tej sytuacji pojawiła się możliwość
przyspieszonych wyborów. Rosnącą niepewność podsyca
fakt, że jedyną alternatywą dla rządzącej koalicji Ecevita
stanowią partia islamska oraz skrajnie prawicowa
Nacjonalistyczna Partia Działania.
Turcja niedomagała już od dłuższego czasu, jednak tempo, w
jakim rozwinął się obecny kryzys, było dla wielu obserwatorów
sporym zaskoczeniem. W latach dziewięćdziesiątych Turcja notowała
całkiem niezły wzrost gospodarczy. Co więcej, rząd w Ankarze
był stabilny. Kiedy nadszedł kryzys ekonomiczny, dość szybko
sobie z nim poradzono. Turcja zawsze była modelowym wręcz przykładem
państwa muzułmańskiego - ortodoksyjnie wręcz świecka, w dużym
stopniu demokratyczna, z wolną prasą i oświeconą polityką wobec
kobiet. Byli jednak i tacy, którzy twierdzili, że to jedynie
pozory.
Socjolog i były urzędnik państwowy, Emre Kongar, mówi, że
„zimna wojna" między Wschodem a Zachodem bardzo
wpłynęła na Turcję - kraj będący w NATO, a jednocześnie
sąsiadujący z ZSRR.
|
EMRE KONGAR:"Tuż
po zakończeniu zimnej wojny Turcja uświadomiła sobie nagle,
że podczas konfrontacji z komunizmem zagubiła gdzieś swoją
świeckość, demokrację, edukację, nawet rozwój ekonomiczny.
Bezpieczeństwo zostało oddane w ręce nacjonalistycznych
terrorystów, szkolnictwo otrzymali zaś ludzie związani
z islamem. Polityka zagraniczna była tak jednostronna
- kierowana obawą przed radzieckim zagrożeniem - że w
efekcie przestano dbać o rozwój demokracji i świeckości."
|
| Emre
Kongar, socjolog i były urzędnik państwowy |