BBCi
BBCi NEWS   SPORT   WEATHER   WORLD SERVICE   A-Z INDEX    SZUKAJ 

 
Sekcja POlska BBCAudioRedakcja Polska BBC
Biznes
-----------------
-----------------
-----------------
-----------------
-----------------

Wiadomości


Untitled Document

16.2.2004 16:10 (CET)
Zamieszki w Sydney

 
40 rannych policjantów, spalony samochód i podpalony budynek stacji kolejowej - to efekt nocnej bitwy na ulicach Sydney.
Ponad 40 policjantów zostało rannych w starciach wywołanych śmiercią nastoletniego Aborygeńczyka.

Zdenerwowana młodzież podpaliła budynek jednej ze stacji kolejowych w Sydney i obrzuciła interweniujących policjantów butelkami z benzyną oraz kawałkami betonu.

17-latek, który stał się przyczyną całego zamieszania, zginął po tym, jak nadział się na metalowe ogrodzenie, gdy spadł z roweru. Policja zaprzecza, by miała z tym wypadkiem cokolwiek wspólnego; twierdzi, że nie ścigała chłopaka.

W tej sprawie już zapowiedziano trzy niezależne dochodzenia. Mają być przeprowadzone przez koronera, policję i komórkę zajmującą się sprawami publicznymi.

Bitwa uliczna w Sydney trwała około 9 godzin. Policja aresztowała kilka osób pod zarzutem udziału w zamieszkach - i zapowiada kolejne zatrzymania.

Korespondent BBC, który był świadkiem wydarzeń, powiedział, że to była najgorsza noc w Australii od wielu lat, i że na pewno odbije się ona na relacjach pomiędzy Aborygenami a ludnością napływową.

Gniew ludu

Zamieszki wybuchły w niedzielę wieczorem i trwały aż do poniedziałkowego poranka.

Na miejsce bitwy z całego Sydney przybyła policja w bojowym rynsztunku, żeby zdusić bunt. Ośmiu policjantów trzeba było odwieźć do szpitala.

"Jeden z funkcjonariuszy stracił przytomność po tym, jak uderzyła go rzucona przez kogoś z tłumu cegłówka. Kilku innych ma połamane kończyny" - powiedział asystent szefa policji w Sydney Bob Waites.

W kulminacyjnym momecie na ulicach walczyło z policją około stu demonstrantów.

"Spalili jeden samochód, rzucali w nas koktajlami Mołotowa i podpalili stację kolejową" - dodał Waites.

Matka 17-letniego Aborygeńczyka twierdzi, że zginął on w czasie, gdy goniła go policja. Policja zaprzecza, ale część mieszkańców uważa, że to funkcjonariusze byli odpowiedzialni za śmierć nastolatka.

"On został zamordowany" - powiedziała radiu ABC jedna z mieszkanek dzielnicy, w której doszło do starć.

"Gdy wybraliśmy się na miejsce zdarzenia i niczego już nie znaleźliśmy, policja bardzo szybko wszystko uprzątnęła" - mówiła kobieta, która przedstawiła się jako po prostu Donna.

Miejsce, w którym doszło do nocnych zamieszek, to dzielnica Redfern - znana w Sydney z handlu narkotykami.

 




WIADOMOŚCI


Przyślij nam email |


do góry ^^

Wiadomości | Polska | Biznes | Sport | Nauka i technika | Kultura i rozrywka | Książki | Prasa |
Reflektor | Przewodniki | Nauka angielskiego
Twoje opinie | Ochrona prywatności
BBC w Internetii >>