Nowi żołnierze i nowy
dowódca mogą zmienić oblicze polskiej misji stabilizacyjnej.
Generał Mieczysław Bieniek, który przejął dowodzenie wielonarodową
dywizją z rąk Andrzeja Tyszkiewicza, zapowiadał, że nie pozwoli na bezkarne
zabijanie jego żołnierzy.
Po
zamachu w Karbali, w którym zginęło 5 Bułgarów, dywizja pod polskim dowództwem
ma ostrzej reagować na zagrożenia i stanowczo zwalczać
zamachowców.
Generał Bieniek, komandos mający na koncie 2700 skoków spadochronowych,
mówi że słabość prowokuje do ataków i dlatego zamierza szerzej wykorzystywać
helikoptery do osłony konwojów i ewentualnych akcji odwetowych, a także ciężką
broń (działka przeciwlotnicze) do eliminowania celów uznanych za
niebezpieczne.
To
znowu doświadczenia z wydarzeń w Karbali: wtedy zamachowców samobójców udało się
zastrzelić zanim wjechali na teren polskiej bazy - teraz pojazdy terrorystów
mają zatrzymywać działka.
Drugą zmianę irackiego kontyngentu tworzą zupełnie nowi żołnierze, ale w
części pochodzą z tych samych jednostek, które wysłały pierwszą
misję.
Trzonem polskiej brygady są komandosi z 18 Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego
i ponownie 10 Batalionu Zmechanizowanego ze
Świętoszowa.
Towarzyszą im sztabowcy z 6 Dywizji Desantowo-Szturmowej z Krakowa i 17
Brygady Kawalerii Pancernej z Międzyrzecza.
Najsilniejszą jednostką pozostającą w dyspozycji dowódcy będzie Samodzielna Grupa
Powietrzno-Szturmowa, którą ponownie utworzą żołnierze 25 Brygady
Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego i 1 Pułku Specjalnego
Komandosów z Lublińca. Ogólna liczebność PKW Irak nie zmieni się - w misji
będzie 2400 żołnierzy.
Nowi żołnierze zabiorą
do Iraku więcej broni i sprzętu. Oprócz wspomnianych już działek,
więcej ma być karabinów maszynowych i transporterów
opancerzonych.
Osobiste wyposażenie wzbogaci więcej noktowizorów i
nowych kamizelek kuloodpornych.
Wszystko to ma pomóc w zwiększeniu liczby
patroli.
Ogólnie w składzie drugiego kontyngentu więcej jest jednostek bojowych
(operacyjnych) a mniej logistycznych. Po założeniu baz i ustanowieniu połączeń
transportowych, nie są bowiem tak bardzo potrzebne.
Do polskiej strefy w Iraku częściej mogą też latać w roku
2004 polskie samoloty transportowe.
Choć rotacja kontyngentu przekracza skromne możliwości
polskich lotników i dokonywana jest wyczarterowanym przez Amerykanów sprzętem
wojskowym i cywilnym, to bieżące zaopatrzenie i kursy łącznikowe mogą w coraz
większym stopniu brać na siebie piloci z 13 Eskadry Lotnictwa
Transportowego.
Zwłaszcza, że w tym roku otrzymają kolejne średnie samoloty
CASA C-295, a niewykluczone, że w tym roku zakończą się rozmowy o pozyskaniu
używanych ciężkich samolotów C-130 Hercules.