Pierwsza w historii misja stabilizacyjna polskich żołnierzy w okupowanym
kraju jest określana jako najcenniejsze doświadczenie wojskowe ostatnich
lat.
Wysłanie i utrzymywanie kontyngentu stabilizacyjnego w Iraku
zostało uznane w większości rankingów i podsumowań za najważniejsze wydarzenie
zeszłego roku w sferze międzynarodowej aktywności Polski.
Według wielu ocen jego polityczne znaczenie polegało przede
wszystkim na odważnym wejściu Warszawy na arenę światowych wydarzeń i
najbardziej dobitnym spośród wchodzących do Unii Europejskiej krajów
podkreśleniu transatlantyckich więzów ze Stanami Zjednoczonymi.
Eksperci podkreślają, że skutki tych działań i decyzji nie
ujawniły się jeszcze w pełni.
Dużo
więcej praktycznych doświadczeń mają na koncie wojskowi, dla których obecność w
Iraku była testem współdziałania z najważniejszymi armiami NATO i budowania
wielonarodowych sił pokojowych nowego typu.
Nigdy dotąd Polska nie dowodziła związkiem taktycznym złożonym z
przedstawicieli ponad 20 państw i nie kontrolowała tak wielkiego terytorium
odległego fizycznie i kulturowo kraju.
Sprawdzian ten objął całość polskich sił zbrojnych: jednostki bojowe,
transportowe, logistyczne, saperskie, dowodzenia.
Wymógł też powstanie nowych struktur, wyspecjalizowanych we współpracy z
cywilną ludnością kraju misji. Wojsko musiało skorzystać z wiedzy wielu
cywilnych ekspertów i nauczyć się negocjacji nie tylko z przywódcami ludności
Iraku - ale także wewnątrz wielonarodowej dywizji.
Nie obyło się bez strat
Chociaż test wypadł zdaniem dowódców nadspodziewanie dobrze, nie obyło
się bez strat.
W
czasie obecności w Iraku pierwszej zmiany kontyngentu zginęło dwóch żołnierzy:
jeden w ataku, drugi w wypadku, którego przyczyną było nieodpowiedzialne
obchodzenie się z bronią.
Kilku żołnierzy zostało rannych w atakach i wypadkach. Biorąc pod uwagę
stosunek liczby żołnierzy do strat, polski kontyngent jest
bezpieczny.
Ale
straty całej wielonarodowej dywizji to nie tylko Polacy. W zamachu w Karbali
zginęło 5 żołnierzy bułgarskich, wcześniej w pobliżu Nadżafu 7 hiszpańskich
żandarmów.
Oceny misji są pozytywne, choć politycy i wojskowi wyrażają
zaniepokojenie wzrostem liczby aktów terroru pod koniec ubiegłego
roku.
Z
uznaniem mówi się o "pokoju religijnym", jaki zapanował wokół świętych miast
szyickich, Karbali i Nadżafu, mimo wojowniczych zapowiedzi lokalnych szejków.
Podkreśla się rolę w tym pierwszego dowódcy polskiej brygady, gen. Marka
Ojrzanowskiego.
Zyski?
Pytania i wątpliwości dotyczą jednak nie tylko strat, ale i korzyści, jakie Polska i polskie siły
zbrojny mogą wyciągnąć z operacji irackiej.
Jak
dotąd żadna z polskich firm nie uzyskała kontraktu w ramach powojennej odbudowy
Iraku. Wojsko dostaje co prawda od Amerykanów część wyposażenia (samochody
terenowe Hummer, kamizelki kuloodporne), ale nie równoważy to wydatków z
budżetu, w wysokości 140 mln złotych za pierwsze pół roku (w 2004 r. przewiduje
się wydanie 350 mln).
Ewentualne profity w stosunkach polsko-amerykańskich, jak np.
zniesienie wiz dla Polaków, pozostają w sferze planów.
Polacy
zostaną pewnie w Iraku jeszcze co najmniej rok. Według
prezydenta Kwaśniewskiego, w 2004 roku nie ma szans na wycofanie wojsk
stabilizacyjnych. Jego zdaniem, w przyszłym roku możliwe będzie stopniowe
zmniejszanie kontyngentu.
Być może w przyszłości dowodzenie w
strefie środkowo-południowej przejmą Hiszpanie.Nieoficjalne wypowiedzi w tej sprawie były dotąd
dementowane, ale niewykluczone, że decyzje o zmianie zapadną na czerwcowym
szczycie NATO w Turcji.